Żeby to w pełni zrozumieć, trzeba zajrzeć prosto do naszej głowy, a dokładniej do ewolucyjnych mechanizmów przetrwania. Natura wyposażyła nas w alarmy, które miały chronić nas przed odrzuceniem przez plemię. W czasach prehistorycznych wyrzucenie z grupy oznaczało w zasadzie pewną śmierć. Dzisiaj nikt nas wprawdzie nie goni z włócznią, a wykluczenie z grupy nie jest równoznaczne z końcem naszego życia, ale nasz układ nerwowy o tym nie wie. Badania z zakresu neurobiologii udowadniają, że ból społeczny – taki jak odrzucenie czy wykluczenie – aktywuje w ludzkim mózgu dokładnie te same obszary, co fizyczny ból. Kiedy ktoś cię z premedytacją ignoruje, twój organizm dosłownie rejestruje to jako otrzymany cios. To nie jest po prostu „zwykły smutek”, nad którym można przejść do porządku dziennego. To autentyczne, neurologiczne cierpienie wywołane przez poczucie odrzucenia.

Jest jeszcze jeden kluczowy powód, dla którego to doświadczenie potrafi rozłożyć na łopatki. Chodzi o brak zamknięcia. W psychologii funkcjonuje pojęcie efektu Zeigarnik – reguła ta mówi, że ludzki umysł naprawdę nienawidzi niedokończonych spraw i przerwanych zadań. Zawsze potrzebujemy postawić kropkę na końcu zdania, a każde zadanie musi zostać wykonane do końca i w stu procentach. Kiedy ktoś zrywa relację, mówiąc prosto w twarz: „Słuchaj, to nie ma sensu, nie pasujemy do siebie”, to oczywiście boli. Ale wiesz dokładnie, na czym stoisz. Możesz przetrawić powód, pozłościć się w poduszkę, wypłakać i ruszyć z życiem dalej. Przy ghostingu zostajesz sam na sam z gigantycznym znakiem zapytania. Mózg zaczyna wariować, na siłę próbując wypełnić tę nielogiczną lukę informacyjną. „Co zrobiłem nie tak?”, „A może on miał jakiś wypadek?”, „Czy powiedziałem coś beznadziejnie głupiego na ostatnim spotkaniu?”. Analizujesz każde wysłane słowo, najdrobniejszą emotikonkę w poszukiwaniu odpowiedzi i powodu, dla którego ta osoba postąpiła właśnie w taki sposób. Niestety to jedynie prowadzi prostą drogą do wyczerpującego, obsesyjnego myślenia, które w niczym nie pomaga i z którego to bardzo ciężko się wyrwać.

Nie oszukujmy się – to również potężny, bezlitosny cios w poczucie własnej wartości. Kiedy ktoś znika bez słowa wyjaśnienia, całkowicie odbiera ci podmiotowość. Traktuje cię tak, jakbyś nie zasługiwał nawet na wklepane na szybko „przepraszam, nic z tego nie będzie”. Takie zachowanie pozbawione szacunku wobec nas w połączeniu z obsesyjnym myśleniem doprowadza do dużego spadku własnej wartości w naszych oczach. Łatwo wtedy wpaść w mroczną pułapkę myślenia, że problem na sto procent leży po twojej stronie, ponieważ
znamy tylko swoją wersję wydarzeń, według której wszystko powinno być w porządku. Dlatego obwiniamy się, że jesteśmy po prostu niewystarczająco interesujący albo za mało atrakcyjny. A prawda jest brutalnie inna i wbrew pozorom, potrafi być niesamowicie wyzwalająca.
Milczenie mówi absolutnie wszystko o osobie, która znika, a zupełnie nic o Tobie. To twardy dowód braku dojrzałości emocjonalnej, zwykłego tchórzostwa i całkowitej nieumiejętności konfrontacji z trudnymi, gęstymi emocjami. Tacy ludzie uciekają w ciszę, bo tak jest dla nich najprościej oraz najwygodniej. Nie muszą mierzyć się z twoim zawodem, rozczarowaniem, nie muszą patrzeć Ci w oczy. Wybierają swój własny, cyniczny komfort kosztem twojego spokoju psychicznego. Zamiast szukać dziury w całym u siebie, potraktuj to zniknięcie jak ogromną przysługę od losu. Ktoś, kto nie potrafi wykrzesać z siebie jednego trudnego komunikatu i tak nie poradziłby sobie przy budowaniu dojrzałej relacji i uciekł, gdy tylko zrobiłoby się zbyt ciężko lub nieprzyjemnie.