Aby trafnie to ocenić, musimy postawić grubą kreskę i oddzielić dwie zupełnie odmienne sprawy: autentyczną potrzebę nabrania dystansu od celowej chęci ukarania drugiej osoby. Kiedy emocje wybijają poza skalę, a ty czujesz, że jeśli otworzysz usta, to powiesz coś, czego nie da się już cofnąć, chwilowe wycofanie jest najmądrzejszym ruchem na szachownicy. Mówisz wtedy: „Słuchaj, jestem teraz wściekły, potrzebuję wyjść na godzinę, przewietrzyć głowę, wrócimy do tego później”. To klasyczna i dojrzała regulacja własnych emocji. Budujecie bufor bezpieczeństwa, dzięki któremu możecie rozwiązać każdy konflikt. Problem zaczyna się w momencie, gdy cisza przestaje być narzędziem ratunkowym, a staje się batem na partnera. Kiedy jedna ze stron wykorzystuje ciszę do wygrania sprzeczki lub uzyskania przeprosin bez względu na to po czyjej stronie tak naprawdę leży wina.
W psychologii takie zachowanie ma bardzo konkretną etykietę – nazywa się je stonewallingiem (budowaniem kamiennego muru). Wyobraź to sobie: chcesz zażegnać konflikt, siadasz, podajesz argumenty, tłumaczysz, a wszystko to, każde słowo i każdy gest rozbija się o zbrojony beton. Twój partner unika kontaktu wzrokowego, ostentacyjnie przewraca oczami, wpatruje się w telefon albo zakłada słuchawki, demonstracyjnie ignorując każde twoje słowo. Wbrew pozorom, nie jest to bierność. To niezwykle aktywna agresja, której nadrzędnym celem jest zademonstrowanie władzy i pokazanie ci twojego miejsca w szeregu. Niewypowiedziany komunikat brzmi z reguły tak: „Twoje uczucia i argumenty nie mają tu racji bytu, dopóki nie przyjdziesz na kolanach i nie zrobisz tego, czego oczekuję. Do tego czasu po prostu dla mnie nie istniejesz”.
Skutki takich milczących tortur bywają dla psychiki gorsze niż najgłośniejsza awantura z rzucaniem talerzami. Dla osoby poddawanej takiej karze to istny koszmar. Tego typu bojkot wywołuje potężny lęk, głębokie poczucie odrzucenia i paraliżującą bezradność. Ofiara często zaczyna gorączkowo przepraszać – nierzadko za przewinienia, których w ogóle nie popełniła
– byle tylko odzyskać okruszki uwagi i wrócić do łask. Poczucie własnej wartości zjeżdża po równi pochyłej z każdym kolejnym dniem spędzonym w tej zamrażarce. Oprawca wykorzystuje swoją uwagę jako zakładnika do czasu, aż uzyska to co chce.
Dlaczego jednak tak chętnie sięgamy po tę broń? Często źródłem wcale nie jest czysty makiawelizm, lecz tragiczne braki w komunikacji. Milczenie jest tarczą obronną ludzi, którzy panicznie boją się otwartej konfrontacji, nie radzą sobie z asertywnością i nie potrafią wprost wyartykułować: „To mnie zraniło”. Uciekają w bierno-agresywny strajk włoski, bo nikt nigdy nie nauczył ich, jak się mądrze spierać. Jak to przeciąć? Jeśli to ty zderzasz się z murem – przestań prosić. Nie nakręcaj spirali i nie nagradzaj milczenia uwagą. Zakomunikuj spokojnie: „Widzę, że nie jesteś teraz w stanie rozmawiać, poczekam, aż wrócisz do normalnej dyskusji” i zajmij się sobą. Ciche dni tracą swoją mroczną moc w sekundzie, w której przestajesz w nie grać, a kiedy już miną spróbuj omówić to co się wydarzyło i znaleźć wspólnie lepszy i zdrowszy sposób rozwiązywania konfliktów.